wtorek, 18 września 2012

#2

Szukanie szablonu dalej trwa.
Z rezultatem widocznym dla wszystkich. 
Szkoda, że ze mnie taki beznadziejny grafik - niestety, nie można mieć wszystkiego. 
Gdyby chodziło o namalowanie czegoś... Niestety obsługa komputera, poza podstawowymi funkcjami  przerasta moją cierpliwość.
Zresztą dobrze byłoby wspomnieć o naturalnych skłonnościach do psucia wszelkiego rodzaju sprzętu elektronicznego. Nie chodzi nawet o jakieś specjalnie mordercze zamiary względem laptopów czy mp3 - psują się nagminnie same. Ot i taki urok bycia technologicznym ignorantem.


Niewątpliwym plusem dzisiejszego dnia jest fakt, że to był mój OSTATNI dzień pracy.
Nigdy nie myślałam, że jakieś zakończenie spowoduje u mnie taki wybuch euforii i niepohamowanego szczerzenia się do wszystkich ludzi.
Widocznie wszystko jest możliwe. Ta cudowna chwila starła mi na pewien czas wrodzony ironiczny grymas >tak przynajmniej twierdzi ta część społeczeństwa, z którą do tej pory miałam do czynienia<


Jak na razie prawdziwa złota jesień.
Bez deszczu, bez ciężkich chmur w barwie stali.
Tylko słońce, ciepło i kolorowe liście.
Niespecjalnie pasuje do mojego nastroju, tym bardziej nie wzbudza we mnie jakiś specjalnie miłych i pozytywnych uczuć.
Słowo "pozytywne" wydaje mi się być jednym z dziwniejszych w całym słowniku.
Czemu?
Bo ono samo wydaje się cieszyć ze swojego istnienia.
I tak naprawdę nie znaczy nic konkretnego.
Coś pomiędzy zadowoleniem, szczęściem a...
A czymś wyjątkowo płytkim. 
Za to "euforia" - od razu ma inny wydźwięk!

Chociaż może odbiór słów w dużej mierze zależy od tego, kto nam je mówi? Jeżeli kogoś  nie lubimy, to nie ważne co powie - prawdopodobnie i tak skojarzy nam się z czymś oślizgłym wypełzającym z kanału i spowoduje przemożną chęć zdzielenia mówcy ciężkim przedmiotem w głowę. Na przykład kawałkiem płyty chodnikowej, która dziwnym trafem znalazła się przed naszymi stopami.


Listy z uczelni też są dziwnymi tworami. Po co podawać biednym studentom jakieś konkretne informacje?
Niech błądzą we własnych domysłach, a jak zadzwonią do dziekanatu to zawsze możemy ich zwyzywać od mało zaradnych przedstawicieli coraz bardziej idiociejącego społeczeństwa. Nie to, żebym się nie zgadzała ze stwierdzeniem, że społeczeństwo głupieje na potęgę w zawrotnym tempie. Jednakże wywieszenie jakiś informacji w samym budynku uczelni czy umieszczenie ich na stronie internetowej > na której można znaleźć wszystko, co i tak się nigdy nie przyda< to najwidoczniej zbędna uprzejmość. W takich momentach zaczynam żałować, że nie wierzę w taką karmę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz