Z nudów człowiek zaczyna śledzić coraz większą liczbę portali i brać udział w coraz to dziwniejszych dyskusjach. Nic nowego to do życia nie wnosi - bo ani się mądrzejsi przez to nie stajemy, ani jakoś specjalnie lepsi.
Ewentualnie jak ktoś pała nienawiścią do całego świata można zabawić się w trolla. Ale to już dla wytrawnych hejterów z poziomu gimnazjum.
I tak można się dowiedzieć, że jakiś ksiądz w jakimś mieście kazał zlizywać dzieciom ze swoich kolan bitą śmietanę - w ramach otrzęsin, że na jakiejś uczelni biednych studenciaków przed egzaminem przeszukano, a żeby dzieciaczki ściąg nie pownosił, że Cichopek sobie lat dodaje itp, itd, itwn.
Medialna miazga.
Niby żyjemy w erze powszechnych informacji, praktycznie na wyciągnięcie ręki. Ma to swoje niewątpliwe plusy - dzięki temu dostajemy możliwość trzymania ręki na pulsie.
Z drugiej strony pojawia się problem jakości dostarczanych nam newsów.
Tematy są poruszane z prędkością karabinu maszynowe - to znaczy, że jeżeli o czymś była mowa wczoraj, to prawdopodobnie dzisiaj temat uległ już przedawnieniu i uzyskanie o nim jakiś szerszych informacji będzie graniczyło z cudem. Tym samym ilość podawanych informacji wpływa na ich jakość - nie wiem, czy tylko mi się tak wydaje, ale o wszystkim pisze się wyjątkowo powierzchownie. Niby się czegoś dowiadujemy, ale po głębszym namyśle i tak nic nie wiemy. I wracamy do punktu wyjścia.
Zresztą temat musi być głośny. Im bardziej kontrowersyjny i krwawy tym lepiej.
Krew się dobrze sprzedaje.
Poodrywane kończyny szybujące w powietrzu również.
Jedną z bardziej ciekawych tendencji ostatnich lat jest wiedza każdego o wszystkim.
Dzięki tej medialnej papce ludzie żyją w cudownym przekonaniu o tym, że posiedli wręcz boską wiedzę.
Tym samym będą bronili wypowiadanych przez siebie opinii, nie ważne jak byłyby bzdurne i tandetne. Bo przecież widzieli to w telewizji. A jak powszechnie wiadomo telewizja nigdy nie kłamie i każdy temat opisuje dokładnie, podając wszelkie subtelne szczegóły.
Z mieszaniną smutku i fascynacji przyglądam się mojej siostrze, która z fanatyzmem w oczach codziennie wieczorem siada na kanapie i ogląda jakiś pasjonujący serial.
Nie ma pojęcia o matematyce, o problemach globalnych, nie czyta, ale gdy się ją zapyta co słychać u serialowego Marka, z detalami opisze jego życie miłosne i wydarzenia z ostatnich dwudziestu odcinków.
Nie potrzebuje niczego innego do szczęścia. No może jeszcze paczki chipsów, żeby w międzyczasie jak będą się zdradzali/schodzili/żenili bądź podpalali sobie domy nie paść z głodu.
> oczywiście mówię tak nie tylko dlatego, że zazwyczaj owy serial leci w godzinach, w których można czasem obejrzeć coś sensownego<
Jako, że jestem leniwym człowiekiem, wystarczy mi na dzisiaj zalewania jadem tego świata.
Amen!
Niestety (mówię to z największym żalem) masz świętą rację na temat tego go piszesz. A to wszystko cholernie przygnębia..
OdpowiedzUsuń