czwartek, 25 lipca 2013

Nie mam pojęcia po co to piszę...
Zdecydowanie zbyt długo mnie tu nie było.
Zbyt dużo się pozmieniało - nic już nie jest takie, jak przedtem.
To zabawne, tak cholernie zabawne.
Pieprzona ironia pieprzonego losu.
Hej,pozwolę Ci kogoś kochać, ale potem tę osobę wyślę kilka tysięcy kilometrów od Ciebie.
Będziesz dostawała tylko marną namiastkę w mailach czy smsach.
Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Łykam tabletki na uspokojenie i czekam na jutro.
Na te upragnione, lepsze jutro.
Tylko czemu na razie nie widzę go nigdzie na horyzoncie?

piątek, 8 lutego 2013

#19

Sesja i po sesji.
Na szczęście.
Liczę na to, że może obędzie się bez poprawek - byłoby to całkiem miłą opcją, bo mam masę innych, równie ważnych rzeczy, na których muszę się teraz skoncentrować. W spokoju sobie czytam - ostatnio w łapy wpadła mi "Geniusz i Bogini" Huxley'a. Całkiem przyjemna lektura, co najważniejsze dostarczająca symulacji mojemu ociężałemu mózgowi. Co jest bardzo przykre, niepokoi mnie spadek ilości czytanych książek. Biorąc pod uwagę, że wcześniej czytałam tak średnio dwie  książki w tygodniu, to teraz sprowadza się to do jednej na dwa tygodnie. Chujowo smutne - trzeba się wziąć za siebie, zmotywować i działać. Inaczej czeka mnie stagnacja i pewnie dno intelektualne. Zresztą samorozwój to jedyne co mogę sobie samej dać i coś, czego nikt nie może mi zabrać. To i tak dużo. Mam mega ochotę na gotowanie - koleżanka mnie zainspirowała. Do tej pory siedzenie w kuchni mnie zdecydowanie nie pociągało. Patrząc na Paulinę i słuchając jej "kulinarnych opowieści" doszłam jednak do wniosku, że może warto byłoby spróbować z czymś bardziej wymagającym. Raczej zostanę przy moich warzywkach i owockach, ale przeglądając blogi z kuchnią wegańską jestem pełna podziwu dla kreatywności ludzi. A jak to całe jedzenie genialnie wygląda! Uczta kolorów dla oczu.
To będzie dobry dzień.
Tak po prostu czuję.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi mi dzisiaj na to wskazują.

piątek, 11 stycznia 2013

#18

Rozsądek chce spokoju.
Uczucia chcą nieznanego.
Przygnębiający ciężar rzeczywistości
Wbija nas w ziemię
Pewnie powinnam być szczęśliwa
Nie, nie jestem.
Znów pojawiają się szare myśli
Uderzające bardziej w odcienie czerni
Nie potrafię tego pojąć
Nieważne, jak bardzo bym się starała
Papieros za papierosem
i próbuję uciszyć
ten cały pojebany wewnętrzny chaos
Pewnie powinnam brać leki
Nie biorę
Dlatego tak często upadam.
Muzyka trzyma przy życiu.
Odmierza tętno
i krew jeszcze jakoś pulsuje.
Słowa...
Mamy taką głupią tendencję do otaczania się słowami
Im bardziej skomplikowane i odbiegające od tego co jest
Tym lepiej.
Potrafimy już tylko kłamać.
Jak bardzo można udawać szczęście?
To niepokojące - zakłada się maskę
z wytłoczonym uśmiechem
i idzie dalej.
I udaje, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Od dawna nie jest.
Bo co mam wam powiedzieć?
Że czuję ból, niepokojący
Irracjonalny.
Ból wszystkiego.
Niepokój, nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu.
Otaczam się ludźmi - kolejnymi nic nieznaczącymi nabytkami
Nie pomaga, nawet to już nie pomaga
Marzną mi ręce
Marznie mi dusza.
Popatrz, jestem zimna. Boleśnie zimna i powykrzywiana.
Taka kanciasta.
O kanty można się skaleczyć

wtorek, 1 stycznia 2013

#17

Teraz wszędzie pełno podsumowań roku minionego.
Może też powinnam zrobić sobie taki, hmm "kosztorys" życiowy?
Zobaczmy:
- straciłam osobę, którą przez długi czas uważałam za swoją najlepszą przyjaciółkę
- pozbyłam się całkowicie wpływu wywieranego przez chłopaka, na którym mi kiedyś tak cholernie mocno zależało
- miałam "malutki" problem uzależnieniowy 
- rozszerzyłam księgozbiór o kilka tomów - co jak zawsze bardzo mnie cieszy
- zaczęłam studia i jak do tej pory jeszcze mnie z nich nie wyrzucono
- poznałam wielu cudownych ludzi
- zakochałam się na zabój w tym dla mnie nowym mieście
- zerwałam wszystkie toksyczne zależności
- dałam sobie przekuć kark >szkoda, że kolczyk musiał być wyjęty, ale przez pewien czas dumnie się prezentował<
- jakimś cudem zdałam maturę...
- rozwijam umiejętności malarskie > powoli i opornie, ale jednak< , co w porównaniu do poprzedniego roku stanowi jakiś tam postęp
- udało mi się sprzedać swój rysunek >co prawda tylko za piwo, ale... no jakiś początek już jest, nie? <
- udało mi się wygrzebać z depresji

To był dość przełomowy dla mnie czas - przeważnie przynoszący dużo nowych rzeczy - czas zmian. Nie wszystko co się działo było dobre, to dość oczywiste. Jednakże w ogólnym rozliczeniu, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten rok był dużo lepszy niż poprzedni. Całkiem znośny, a to już dużo.

Nie ustalam żadnych noworocznych postanowień, bo i po co?
Wiem, że planowanie czegoś z góry rzadko kiedy przynosi pożądane rezultaty.


wtorek, 25 grudnia 2012

#16

Chłodny powiew na policzku
Rozgrzewający ból od środka
Boli
Żyjesz
Żyjesz
Dopóki boli
Czujesz, nie?
Czujesz jak pęka Ci dusza
Ja wierzę w duszę
Nie chcę być tylko
Bezgranicznie pustą
Wykrzywioną rzeczywistością
powłoką-wywłoką

niedziela, 23 grudnia 2012

#15

Używając popularnego ostatnio zwrotu, "pizga złem" na zewnątrz. 
Dosłownie. 
Wyjście na tą przecudownie ośnieżoną przestrzeń, na czas nie dłuższy niż pół godziny spowodowało jakże nieznośny ból stawów. 
Jak widać starzeję się. 
Albo najzwyczajniej w świecie wyszłam z wprawy, przyzwyczajona do wygodnickiego korzystania z komunikacji miejskiej. 

Przeraźliwie nudno. 
Maluję. 
Śpię. 
Więcej muzyki. 
Więcej malowania. 
Zasypiam ze słuchawkami, żeby nie słyszeć krzyków. 
To pewnie kolejna forma ucieczki. 
Mało wyrafinowana jak na moje możliwości, ale cóż. 

Bawię się z kotem. 
Koty to cudowne istoty. 
Patrzysz mu w oczy i wiesz, że on wie. 
To fascynujące. 
Czuję się spokojniejsza. 
Mruczenie uspokaja. 
Wprawia w stan cudownej błogości. 
Na chwilę. 
Wystarczy chwila. 
Chwila to czasem wieczność. 
Ogólnie pojęcie wieczności jest zabawne. 
Skąd mam wiedzieć czym jest wieczność? 
Nigdy nie będę tyle żyła. 
To takie względne. 
Dla niektórych wieczność to podroż autobusem trwająca trzy godziny, dwadzieścia dwie minuty i piętnaście sekund. 
Dla innych to łamane im z wielką precyzją kości i wbijane pod paznokcie igły. 
Całość trwa jakieś dziesięć minut. 
To wieczność. 
Dla mnie wieczność nie istnieje. 
Są tylko stany wzmożonego znudzenia. 
I biernego przypatrywania się rzeczywistości. 
Chociaż kim ja jestem, żeby wypowiadać się o czymś takim jak rzeczywistość. 
Kolejne zbyt trudne jak dla mnie pojęcie. 
RZECZYWISTOŚĆ. 
Dobre sobie...



Czasem jest dobrze unikać realnego kontaktu. 

do słuchania: Depeche Mode

piątek, 21 grudnia 2012

#14

Cóż. 
Znowu tu jestem. 
Pisząc "TU" mam na myśli mój rodzinny dom. 
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy po dłuższej przerwie to różnica temperatur. 
TAM jest cieplej. I to o kilka ładnych stopni. 
TAM ta cała atmosfera świąt nie działa mi na nerwy. Pewnie dlatego, że nie mam nawet w mieszkaniu choinki, telewizora ani nie biegam po sklepach i nie patrzę na te szpetne wystawy, które tak boleśnie ranią mój zmysł estetyki. Muzykę też starannie selekcjonuję, więc nie muszę się obawiać świątecznej radiowej sieczki .
TAM są wszyscy. 
Tzn oczywiście, że w niedosłownym tego słowa znaczeniu. 
Wszyscy moi. 
Tęsknię za tym moim TAM 



Chciałabym... 

Chciałabym być obok niego.
Nie wiem czy potrafię 
Wierność mi nie służy 
Wystawia na pokuszenie 
Tym swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem 
Pokaż, pokaż 
Że mnie jednak kochasz 
Chciałabym... 
Z jednej strony jest mi dobrze 
Stabilnie. 
Sielankowo. 
Z drugiej... 
Nie wiem czy to nie jest już w pewnym stopniu rutyna. 
Nie umiem pojąć niektórych zachowań. 
Wyprowadzają mnie z równowagi. 
Przeraża mnie ta ciągła rywalizacja z JEGO znajomymi. 
Nie jestem przekonana, czy potrafię ją wygrać. 
A tak cholernie mocno nie lubię przegrywać. 
Wiem, jestem egoistą. 
Wstrętnym egoistą ze stanami depresyjnymi, 
który namiętnie kocha stawiać sobie pytania i pseudo filozoficzne kwestie do przemyślenia. 
I lubi sprawdzać, jak bardzo może przekroczyć granicę. 
Męczy mnie to. 
Cholernie i potworzasto męczy.
Chciałabym polecieć...
Czuję się jak na smyczy.
To swoista niewola.


Artyści są niepokojący 
Artyści są pociągający 
Nieprzewidywalni 
To w końcu artyści 



Ps. Znowu maluję 

Znowu nie wiem co się dzieje 
Znowu jestem gdzieś pomiędzy cieniami 
Znowu włącza mi się ten stan 
Ten tak bardzo
Po prostu nie do opisania 
To się czuje 
Każdą wibrującą cząsteczkę duszy 


I do posłuchania: PIXIES