Do tej pory zawsze uważałam, że opowieści o wiecznie głodnych studentach są mocno przesadzone.
Nie dość, że głodni to pozbawieni kasy.
No cóż, teraz wiem, że to prawda.
Wyjątkowo bolesna.
Zapasy są tak mikre, że aż szkoda mi o tym mówić.
Pewnie nie musiałabym teraz głodować, gdyby nie kanar w autobusie.
Nie, miałam skasowany bilet - karnet.
Więc czemu mandat?
Bilet numer 4 sąsiaduje z 8, jako że 4 zużyłam to oderwałam.
Logiczne, nie?
Nie dla pana kanara.
Na 4 bilecie znajdował się kawałek ceny biletu...
Tym samym jakże uprzejmy facet wlepił mi mandat na 86 zł...
A wiecie co jest w tym najśmieszniejsze?
Po jasną cholerę ma być cena na bilecie, skoro ulgowe mają inny kolor niż normalne...
Jakoś pewnie dam radę do 5...
Tak przynajmniej mi się wydaje.
Jeżeli nie będę długo pisała, to zapewne oznacza, że moje zagłodzone zwłoki leżą gdzieś w kącie mieszkania >ach ten melodramatyzm<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz