poniedziałek, 3 grudnia 2012

#12

Czasem sobie myślę, że powinnam zmotywować się do działania. 
W końcu marnotrawię tyle cennego czasu na... 
W sumie na nic konkretnego 
Na myślenie. 
Jestem uzależniona od snucia przemyśleń. 
Od konstruowania misternych marzeń. 
Szkoda tylko, że pozostają one w sferze nie do zrealizowania. 
Albo to po prostu mi brakuje sił, by nadać im realny kształt. 
Chociaż kto wie - jak chcę, to podobno potrafię. 
Potrafię podjąć jakąś czynność, ba, nawet doprowadzić ją do końca. 
Tylko musi mi się chcieć. 


Lubię ładne pogrzeby... 


Od jutra zaczynam się zdrowo odżywiać. 
To był ostatni mars  i musi mi on starczyć na bardzo długi czas. 
Nawet zrobiłam zakupy - masa zdrowego jedzenia, które tak pięknie wygląda, niekoniecznie dobrze smakuje. 
Z przykrością oznajmiam, że uzależniłam się od kawy - nie wyobrażam sobie już dnia bez co najmniej trzech kubków tego napoju bogów. 
Ogólnie łatwo się uzależniam, co daje się zauważyć w życiu codziennym. 

Z dobrych wiadomości: nie było kolokwium z łaciny. 
Ze złych: zgubiłam pół paczki papierosów. Prawie się z tego powodu poryczałam, a potem jeszcze długo narzekałam na perfidię przedmiotów nieożywionych. Okazało się to dla mnie dużo bardziej traumatyczne, niż zgubienie kluczy do mieszkania... 

Cóż, taki już mój urok - albo jego brak.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz