Nocą miasto wygląda zupełnie inaczej. Nocą żyje swoim życiem - zupełnie odrębnym od tego, które jawi się w jakże boleśnie prawdziwych promieniach słońca. Nocą wszystko nabiera mistycznego wydźwięku. Wdychając chłodne powietrze, zaciągając się powoli ostatnim papierosem, patrząc na wirujące pod światłem latarni płatki śniegu, można sobie uświadomić całą złożoność tego wszechświata. Jakie to wszystko misternie piękne. Niepokojące. W takiej chwili nie przeszkadza samotność - brak towarzysza przy nocnym spacerze nie jest niczym dziwnym. Bo i o czym tu niby mówić?
Ciąży w powietrzu zbyt wiele... Wiele czego, ktoś mógłby się spytać.
Jakie to naiwne pytanie.
To się czuje.
Czuje się chłodny powiew na policzku. Czuje się spadające płatki śniegu, które przy zetknięciu ze skórą natychmiastowo topnieją. Czuje się ulotność chwili.
Całą tą podniosłość.
Wtedy należy myśleć - to naprawdę odpowiedni czas, na snucie rozważań.
Długo się taki nie powtórzy.
Teraz wyobraź sobie, że ktoś miałby to popsuć swoją obecnością.
Czujesz, jak bardzo byłoby to nie na miejscu?
Z ludźmi można naprawdę wiele - nawet będąc introwertykiem.
Nawet introwertycy potrzebują ciepła. Zawsze go potrzebują, tylko nie umieją tak bezpośrednio dać wyrazu swoim potrzebom.
Nawet, gdy się milczy, dalej odczuwa się obecność tej drugiej osoby.
Czasem trzeba zostać samemu.
Czasem samotność jest wskazana.
Czasem jest lekarstwem na te wszystkie niespokojne myśli, wspomnienia.
Można wszystko uporządkować.
A przynajmniej zapomnieć o tym, co boli. Nie sposób w takiej chwili odczuwać akurat "ten" rodzaj bólu.
Zapomnienie.
Tego teraz potrzebuję.
Zapomnieć o wszystkim co było złe.
I tak po prostu - najzwyczajniej w tym niezwyczajnym świecie- spacerować sobie nocą.
Patrząc gdzieś w nieokreślonym kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz