Teraz wszędzie pełno podsumowań roku minionego.
Może też powinnam zrobić sobie taki, hmm "kosztorys" życiowy?
Zobaczmy:
- straciłam osobę, którą przez długi czas uważałam za swoją najlepszą przyjaciółkę
- pozbyłam się całkowicie wpływu wywieranego przez chłopaka, na którym mi kiedyś tak cholernie mocno zależało
- miałam "malutki" problem uzależnieniowy
- rozszerzyłam księgozbiór o kilka tomów - co jak zawsze bardzo mnie cieszy
- zaczęłam studia i jak do tej pory jeszcze mnie z nich nie wyrzucono
- poznałam wielu cudownych ludzi
- zakochałam się na zabój w tym dla mnie nowym mieście
- zerwałam wszystkie toksyczne zależności
- dałam sobie przekuć kark >szkoda, że kolczyk musiał być wyjęty, ale przez pewien czas dumnie się prezentował<
- jakimś cudem zdałam maturę...
- rozwijam umiejętności malarskie > powoli i opornie, ale jednak< , co w porównaniu do poprzedniego roku stanowi jakiś tam postęp
- udało mi się sprzedać swój rysunek >co prawda tylko za piwo, ale... no jakiś początek już jest, nie? <
- udało mi się wygrzebać z depresji
To był dość przełomowy dla mnie czas - przeważnie przynoszący dużo nowych rzeczy - czas zmian. Nie wszystko co się działo było dobre, to dość oczywiste. Jednakże w ogólnym rozliczeniu, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten rok był dużo lepszy niż poprzedni. Całkiem znośny, a to już dużo.
Nie ustalam żadnych noworocznych postanowień, bo i po co?
Wiem, że planowanie czegoś z góry rzadko kiedy przynosi pożądane rezultaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz