Sesja i po sesji.
Na szczęście.
Liczę na to, że może obędzie się bez poprawek - byłoby to całkiem miłą opcją, bo mam masę innych, równie ważnych rzeczy, na których muszę się teraz skoncentrować. W spokoju sobie czytam - ostatnio w łapy wpadła mi "Geniusz i Bogini" Huxley'a. Całkiem przyjemna lektura, co najważniejsze dostarczająca symulacji mojemu ociężałemu mózgowi. Co jest bardzo przykre, niepokoi mnie spadek ilości czytanych książek. Biorąc pod uwagę, że wcześniej czytałam tak średnio dwie książki w tygodniu, to teraz sprowadza się to do jednej na dwa tygodnie. Chujowo smutne - trzeba się wziąć za siebie, zmotywować i działać. Inaczej czeka mnie stagnacja i pewnie dno intelektualne. Zresztą samorozwój to jedyne co mogę sobie samej dać i coś, czego nikt nie może mi zabrać. To i tak dużo. Mam mega ochotę na gotowanie - koleżanka mnie zainspirowała. Do tej pory siedzenie w kuchni mnie zdecydowanie nie pociągało. Patrząc na Paulinę i słuchając jej "kulinarnych opowieści" doszłam jednak do wniosku, że może warto byłoby spróbować z czymś bardziej wymagającym. Raczej zostanę przy moich warzywkach i owockach, ale przeglądając blogi z kuchnią wegańską jestem pełna podziwu dla kreatywności ludzi. A jak to całe jedzenie genialnie wygląda! Uczta kolorów dla oczu.
To będzie dobry dzień.
Tak po prostu czuję.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi mi dzisiaj na to wskazują.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz